czwartek, 21 listopada 2013

Jak to jest z tym ćwiczeniem (część 1) ?

Często dostaję pytanie "ile godzin grasz?".  

Każdy z nas, bębniarzy, jest inny i ma swoje sposoby ćwiczenia. Niektórzy ćwiczą "po 10 godzin" dziennie, inni mówią, że nie ćwiczą, ale w ciągu dnia słuchają muzyki, analizują ją i grają, mimo, że nie mają poczucia, żeby "ćwiczyli".

Tak to wygląda u mnie:

Staram się ćwiczyć codziennie. Z tym bywa różnie. Są tygodnie kiedy jestem w rozjazdach i teoretycznie nie ma gdzie ćwiczyć, ale są i takie tygodnie kiedy są próby, trzeba nauczyć się nowego materiału, do tego nagrać coś w studiu, wtedy za bębnami jestem właściwie non stop. Przy nagraniach Szymona Majewskiego próby zaczynaliśmy od 6 rano, a całe nagranie kończyło się około 23, 24 w nocy. Przyrastałam do mojego perkusyjnego stołka, więc czasem fajnie było usiąść gdzieś obok na podłodze i pograć na kolanie.

Wracając do ćwiczenia, dla mnie nie jest najważniejsze ile godzin gram, ale jak gram. Czasem nie trzeba nic grać, wystarczy pójść na dobry koncert, spotkać się z ciekawymi ludźmi, przeczytać interesujący wywiad. Człowiek dostaje taki zastrzyk energii, że starcza mu na cały miesiąc. To staram się robić każdego dnia - szukać nowych inspiracji - wtedy czas na salce leci nie zauważony.
Mimo to, pytanie "ile godzin grasz" nie jest bezzasadne. Malcolm Gladwell na podstawie badań przeprowadzonych na studentach Akademii Muzycznej w Niemczech udowodnił, że wystarczy 10 000 godzin, aby osiągnąć mistrzostwo w wybranej dziedzinie. 
Wojtek Pilichowski cały czas powtarzał: "10 lat po 10 godzin". Jak zwykle się nie mylił:).